| POTOP |
Często moje sny są tak bardzo realistyczne, że po obudzeniu się mam wrażenie, jakbym właśnie wróciła do równoległego świata, który wcale nie jest tym prawdziwym. Czuję się tak jak główny bohater filmu "Matrix"-które z tych dwóch światów jest tym prawdziwym?
Takie sny pozwalają przeżywać mi rzeczy, których smaku w "życiu codzienny" nigdy bym nie poczuła. Pozwalają mi docenić pewne wartości, docenić to co mam i nie rządać zbyt wiele od innych. Tak było i teraz, w moim śnie...
Śniło mi się, że znajduję się na pewnej dobrze znanej mi z dzieciństwa ulicy. Jestem sobą. Śnię, że ja to ja. Mam tyle samo lat co teraz. Jesień. Świeci słońce. Nagle ogarnia mnie niesamowity niepokój. Czuję, że coś się zbliża. W dali słyszę narastający szum. Ludzie podnoszą krzyk. Następne wydarzenia to ułamki sekund. Pierwszym znakiem nadchodzącego kataklizmu były wzbijające się w popłochu ptaki. Chmara ptaków. Gdy je zobaczyłam zaczęłam biec. Ale to nie one były przyczyna tego szumu. W jednej chwili nadeszła olbrzymia, kilkudziesięcio metrowa fala. Udało mi się dobiec do wysokiego muru przy parkingu. I nagle ta wielka fala załamała się, runęła na wszystko dookoła mnie. Porwała ze soba budynki, samochody, ludzi. Niemożliwy do opisania strach przeszywał mnie, gdy odliczałam ułamki sekund, czekając aż woda i mnie zabierze. Każda chwila była dla mnie niesamowicie długa. Każda sekunda stawała się godziną niesamowitego lęku, poczucia nadchodzącego końca. I nagle wszystko ucichło. Przeżyłam. Załamana, przestraszona, zdezorientowana upadłam na kolana. Uniosłam swoje palce do ust. Ucałowałam je i przeżegnalam się. Drżałam i płakałam. Podniosłam się i dopiero wtedy zobaczyłam ogrom zniszczeń. Ludzie dookoła płakali, krzyczeli, rwali sobie włosy. Dostrzegłam moich dwóch kolegów z zespołu muzycznego. Podbiegłam do nich mając uczucie, że teraz mi najbardziej bliscy, że stali się moją nową rodziną. Byłam przekonana, że wszystkich,  których znam porwała woda. Przytuliłam ich jak braci i juz wiedziałam, że teraz zdani jesteśmy na siebie. Szliśmy w trójkę, szukając sobie miejsca na nocleg, nowego "domu". Po drodze, w tunelu jakiś chłopak sprzedawał stare instrumenty.Dostrzegłam mała gitarę - jej struny fałszowały. Spojżałam na moich przyjaciół, potem na gitarę i wiedziałam już, że wszystko trzeba będzie zacząć od nowa...

tiffany 2009-10-18 23:45:40 skomentuj (0)
KOCHAC-NIE KOCHAC
A co jeśli się kocha kilka osób na raz? Niewinną miłością,miłością szczerą. Chcesz dla tych osób jak najlepiej. Chcesz ich przytulić,gdy widzisz,że tego potrzebują,chcesz ucałować zatroskane oczy,chcesz upijać się z nimi i śmiać w ich ramionach. Czuć ich bliskość i dawać ją. Oczekiwać ich miłości równie niewinnej. Tylko problem pojawia się gdy jest się kobietą. Tak zachowująca się kobieta nazwanie zostanie szmatą,a jej chłopak/mąż uzna to wszystko za zdradę. A przecież jest tyle rodzajów miłości.. Otwóżcie serca i oczy szeroko...

tiffany 2009-09-26 21:04:42 skomentuj (0)
FILTR SLONECZNY


tiffany 2009-08-30 21:07:29 skomentuj (0)
| BEST KEPT SECRET |
Pogubiłam się... czego ja właściwie chcę od ciebie. Raz chcę wszystkiego, raz zupełnie niczego, żebyś zostawił mnie w spokoju. Nie wiem jak to działa. Gdy ciebie nie ma, czuję, że jesteś wszędzie, a gdy jesteś, chcę żebyś zniknął. Jak podła musi być energia, którą w twoją stronę wysyłam. Jaka okrutna ja. Ale ty wciąż uśmiechnięty, spijasz słowa z mych ust, spijasz słodycz z moich spojrzeń, połykasz każde moje dotknięcie. Ja ci to wszystko daje, bo chcę, bo mogę. Czasami bezinteresownie, czasami mam w tym wszystkim cel. Tylko jaki? Czemu żyjemy we własnych wyobrażeniach o drugiej osobie, w jakimś wspomnieniu sprzed wielu lat. Zmieniliśmy się. Twoje wady nie robią już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś. Twoje zalety chwytam jak ulotne promienie zachodzącego słońca. Ogrzewam nimi każdy fragment mej duszy, by taka ciepła mogła wejść w chłodne dni totalnego niezachwytu twoją osobą. Potem spragniona każdej miłej chwili i każdego dotyku, owijam się wokół twoich stóp, mrucząc, jarząc się w ciemnościach. Zaspokojone głaskaniem koty wskakują na parapety i patrzą się przez okna, marząc o niekończących się wędrówkach chodnikami nocnego miasta. Zwijają się w puszyste kule, ogrzewając same siebie, bo wiedzę, że okna są pozamykane, a mieszkanie znajduje się na dziesiątym piętrze. Niektóre koty skaczą, niektóre przeżywają, inne łamią nogi lub się zabijają. Koty z parapetów wierzą, że koty z miejskich chodników mają lepsze życie, ale nie wiedzą, że w gruncie rzeczy tam jest o wiele trudniej, bo nikt nie poda na jedno miauknięcie miski pełnej kociej, sterylnej karmy.
Więc jak to jest? Ty potrzebujesz mnie, a ja potrzebuje ciebie, a jednocześnie nie potrzebujemy siebie nawzajem? Koty nie wiążą się przecież w pary na całe swoje życie.
Dlaczego nie krzyczysz, gdy zdołam cię podrapać? Dlaczego nie chodzisz wokół moich nóg prosząc się o pieszczoty? Dlaczego nie skoczysz z tego cholernego dziesiątego piętra? Prowokuję, gdy nie widzę reakcji. Prowokuję, gdy nie czuję gruntu pod nogami, nie rozumiem sytuacji. Ty mi nic nie wyjaśnisz. Po co mam drapać, po co mam ranić, po co to wszystko? Dlaczego nie może być tak normalnie, przez rozmowę, zwyczajną, o przecież zwyczajnych sprawach między nami? Dlaczego ze wszystkiego robi się olbrzymi osobisty problem? Nie rozumiem, męczy mnie to. Jak nie skoczysz, to ja skoczę. Ktoś musi sprawdzić czy bajka o miejskich kotach jest prawdziwa.

tiffany 2009-07-16 23:06:05 skomentuj (1)
| PROSTO-DUSZNIE |
Choć przyzwyczaiłam się już dawno do sinusoidy życia, zastanwia mnie ostatnio sinusoida mojej osobowości... Zupełnie ta życiowa nie idzie w parze z moją gotowością do bycia elastyczną. Staram się, naprawdę się staram. Nie raz poddawałam się sytuacjom, które wymagaly ode mnie zupełnych zmian wewnętrznych. A potem z kolei, jak nastolatka brnęłam pod prąd, krzycząc w duchu "pokaże wam, że można inaczej!". Ludzie dookoła mnie robią się coraz starsi, zapuszczają brody czy zmarszczki, a ja jakby się kurczę coraz bardziej. Uciekam w zupełnie nieznany mi kierunek, jakby ze strachu, jakby z obawy, a w gruncie rzeczy może z lenistwa? I już nie do końca jestem pewna, czy dobrze pielęgnować jest w sobie to wewnętrzne dziecko. A potem pod wpływem pozytywnych emocji, rzucam się komuś na szyję, tulę się, uśmiecham i czuję się sobą, wiem, że tak jest dobrze, że taka właśnie jestem. Nieustanny konflikt, który trwa odkąd bliżej poznałam siebie. Im jestem starsza, tym większa i szczelniejsza staje się moja "bańka mydlana", wewnątrz której obserwuję świat. Bańka nie raz pękała, a ja nie raz tworzyłam ją na nowo. To nie zdrowe - wiem. Nie można nie być częścią tego świata, jeżeli się tu żyje, przebywa, oddych, funkcjonuje. Problem zaczyna się wówczas, gdy docierają do mnie myśli, że ten świat to tylko jeden z wielu... pewien etap mojego Życia, pewien przystanek. Chce przeminąć z dobrą karmą, ale wierzę, że to nie koniec, że czeka mnie coś więcej. Tylko jak to pogodzić z OBOWIĄZKAMI czekającymi mnie jako CZŁOWIEKA , istoty ludzkiej. Jako człowiek muszę jeść, pić, oddychać, uczyć się, pracować, zarabiać, założyć rodzinę, zagłosować w wyborach, mieć samochód i wysyłać kartki świąteczne co roku...
I zachodzę w głowie, czy ten mój problemik (bo przecież moja walka wewnętrzna nie obchodzi nikogo oprócz mnie) jest wynikiem mojej świadomości czy też mojego lenistwa, egoizmu?
Bo wydaje mi sie rzeczą ogromnie trudną być w systemie, wiedzieć tak dużo co się dzieje na świecie, w pogoni za informacją...


tiffany 2009-06-08 01:25:15 skomentuj (0)
|> - <|D~

Na liściach szron szkli się, mieni

Na trawach srebrna mgła się ścieli

W tej bieli dłońmi oczy zasnuwam

Nie wzrokiem lecz intuicją czuwam

Nad losem mym niespodziewanym

Gdzieś w górze przez kogoś jednak zapisanym

Wyczuwam obecność czegoś niezwykłego

Słodką tajemnicą owianego


Dreszcz me ciało teraz trąca

Wzbiera we mnie krew gorąca

Niecierpliwość wrze po brzegi

Chylą główki przebiśniegi

Nie wiem przeto co nadchodzi

Chociaż już mą radość słodzi


Na liściach szron szkli się, mieni

Na trawach srebrna mgła się ścieli

A ja w ciepłej pościeli mych marzeń

Oceniam przeszły bieg życia mego zdarzeń


I kiedy znów me myśli w nieładzie

Fałszują bezustannie w glissandzie

Biorę do ręki jedną myśl złotą

Której historię od wiosny plotą

Pająki serca rozżalonego


 

(Utulam ją głęboko w sercu użalonym

By wypełniła pustki marzeń niespełnionych)


Staje się wtedy wielki czar mej duszy

Miłość, nadzieja wystrzelone z kuszy

Trafiają nie jedno serce tej niedzieli

W której srebrna mgła na trawach się ścieli

A w zimowej bieli pogwizdują ptaki

Ich czerwone brzuszki kołyszą się jak maki

W letnich łąkach skąpanych w promieniach słońca

I ta myśl o lecie jest tak gorejąca

Że z zimowego snu budzę się do życia

Gotowa do rzeczywistości spożycia

Jego kwasoty i jego smaku gorzkiego

Zmieszam go ze słodyczą powietrza tatrzańskiego

W wyobraźni znów powstaną obrazy

Kierujące mną niczym drogowskazy

I zawierzę znowu intuicji szalonej

Udowodnionej


(Nigdy na nic nie rozżalonej

udowodnionej, memu szóstemu zmysłowi)


Tak idę jak ślepiec z oczyma duszy




tiffany 2009-05-25 21:55:21 skomentuj (0)
| TAK BYM CHCIAŁA...|
Tak bym chciała kochać już.


Mikromusic - Sennik


tiffany 2009-05-23 23:51:11 skomentuj (0)